Kamilla Baar: skupienie było niewyobrażalne
Kamilla Baar (fot. Andrzej Marchwiński/TVP)

– Wyszłam od tego co dla Agnieszki jest wartością nadrzędną – dzieci. Dla nich gotowa jest poświęcić wszystko. W tym myśleniu jesteśmy z moją bohaterka podobne. Musiałam więc tylko wyobrazić sobie jak ja zachowałabym się w jej sytuacji, zrozumieć powody jej postępowania i na takich emocjach budować postać – mówi Kamilla Baar, grająca główną rolę w odcinku „Agnieszka – w spirali długu” serialu „Uwikłani”.

Co zdecydowało, że przyjęła Pani propozycję zagrania w serialu „Uwikłani”?

– Moja bohaterka to zupełnie inny typ niż Hana z „Na dobre i na złe”, którą gram od kilku lat. To nie spełniona kobieta sukcesu, tylko ktoś zupełnie przeciwny. Jest skrzywdzona przez życie, samotna, niepewna jutra. Chciałam też po latach spotkać się na planie z reżyserem Łukaszem Wiśniewskim. Znamy się jeszcze z okresu studiów w Akademii Teatralnej i już wtedy dobrze nam się pracowało.

Tytuł odcinka z Pani udziałem brzmi „Agnieszka – w spirali długu”. Jest to historia samotnej matki, która zostaje zmuszona do wzięcia pożyczki, tzw. chwilówki, a potem ma kłopoty ze spłatą kredytu. Takich osób w Polsce jest sporo…

– Muszę przyznać, że ta historia już na etapie wstępnego scenariusza bardzo mnie zaciekawiła. Agnieszka żyje pod olbrzymią presją, jest szantażowana, atakowana i skazana tylko na siebie. Przy tym to kobieta bardzo uczciwa, rzetelna. Ale rzeczywistość nie daje jej zwrotnej. Nie ma łatwo – pracuje w pralni, jest oddana dzieciom, które nie do końca rozumieją dlaczego jest jak jest.

W tym serialu każdy odcinek jest zamkniętą całością. Na pierwszym planie jest cały czas główny bohater. Jak wyglądało budowanie postaci?

– Wyszłam od tego co dla Agnieszki jest wartością nadrzędną – dzieci. Dla nich gotowa jest poświęcić wszystko. W tym myśleniu jesteśmy z moją bohaterka podobne. Musiałam więc tylko wyobrazić sobie jak ja zachowałabym się w jej sytuacji, zrozumieć powody jej postępowania i na takich emocjach budować postać.

Tempo pracy było bardzo szybkie – zaledwie kilka dni zdjęciowych. Jak przy takim pośpiechu udało się to zrealizować?

– Nie wiem (śmiech). Ale widać cuda się zdarzają. Ekipa, aktorzy – w tym Maria Gładkowska w roli mojej matki i Kasia Kwiatkowska – mieliśmy świadomość presji czasu. Skupienie było więc niewyobrażalne. Wszyscy bardzo się starali i... daliśmy radę. Ocenę efektów pozostawiam widzom.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz

reklama