Olga Frycz: kamera była z nami
Olga Frycz: W złym czasie i w złym miejscu

– Michała Meyera nie znałam wcześniej. Jest super chłopakiem, bardzo śmiesznym, bardzo mnie na planie „gotował”. Nie było to może zbyt koleżeńskie, ale on był w tym wszystkim taki uroczy. Bardzo go polubiłam i bardzo dobrze się nam pracowało – mówi Olga Frycz, grająca główną rolę w odcinku „Łucja – w sidłach kłamstwa” serialu „Uwikłani”.

Co Panią skłoniło do wzięcia udziału w tym serialu?

– Gdy dostałam propozycję wzięcia udziału w serialu „Uwikłani” to dowiedziałam się, że będzie to 9 odcinków realizowanych przez trójkę reżyserów. Interesujące wydało mi się, że każdy odcinek jest zamkniętą całością, a poza tym nigdy nie grałam w niczym kryminalnym. Zawsze warto spróbować czegoś nowego.

Pani występuje w odcinku „Łucja – w sidłach kłamstwa”. Co może Pani powiedzieć o tych sidłach i tym kłamstwie?

– Jak podpisywałam umowę to odcinek nazywał się jedynie „Łucja”… Moja bohaterka jest uwikłana razem ze swoim chłopakiem w przestępstwo, podobnie jak bohaterowie wszystkich odcinków serialu. Można powiedzieć, że znaleźli się w złym czasie i w złym miejscu.  Później ponoszą tego konsekwencje… Praca na planie serialu była bardzo intensywna.

Jak się Pani udało to przetrwać?

– Na realizację odcinka były 4 dni zdjęciowe. To nie jest dużo, szczególnie, że scenariusz był bogaty w wydarzenia. Musieliśmy się sprężyć i zrobić coś dobrego, bo to ma dużą szansę być bardzo atrakcyjną propozycją dla widzów.

Bardzo istotna w tym odcinku jest scena z udziałem samochodu. Wiem, że takie sceny kręci się dość długo. Jak tu z tym było?

– Realizacja tej sceny wyglądała inaczej niż na innych planach. Zazwyczaj jest do tego używana laweta lub samochód uzbrojony w kamerę, światło, itd. Cały zamysł tego serialu był taki, że kamera jest raczej z ręki. Ruch kamery miał być agresywny. Kamera była z nami z tyłu pojazdu, więc kiedy samochód się trząsł, trzęsła się również kamera. Dzięki temu została nadana wiarygodność.

Każdy odcinek serialu firmuje aktor, grający tytułową rolę. W Pani odcinku prawie równorzędnego bohatera gra Michał Meyer. Jak się Pani z nim pracowało?

– Michała Meyera nie znałam wcześniej. Jest super chłopakiem, bardzo śmiesznym, bardzo mnie na planie „gotował”. Nie było to może zbyt koleżeńskie, ale on był w tym wszystkim taki uroczy. Bardzo go polubiłam i bardzo dobrze się nam pracowało. Mam nadzieję, że stworzyliśmy dość zgrany duet – ona studentka, on – pilot samolotów pasażerskich.

Odcinek reżyserował Łukasz Wiśniewski. Jak Pani ocenia jego styl pracy?

– Umówmy się – 4 dni na odcinek to jest bardzo mało. Przed planem zdjęciowym spotkaliśmy się 3 razy, żeby wnikliwie przeczytać scenariusz i wprowadzić jakieś zmiany. Na samym planie nie było już czasu na jakieś dyskusje. Łukasz jest spokojnym reżyserem i tworzył zgrany duet z operatorem. Zawsze staram się wykonywać swoją pracę jak najlepiej, a jak się dobrze pracuje z reżyserem to jest wspaniale, a tak było tym razem.

Spotykamy się podczas prezentacji programu „Przygarnij mnie”. Jest to program rozrywkowy, ale głęboko misyjny i z jakimś przesłaniem, co rzadko się zdarza…

– Często miałam propozycje do udziału w różnych programach rozrywkowych jako uczestnik i nie czułam, co by jakiś program miał przekazać dalej. Natomiast kiedy zgłoszono się z propozycją, żebym wzięła udział w „Przygarnij mnie” w roli jurora to na początku byłam nieco przerażona. Nie wiedziałam, na czym miałaby polegać moja rola, a przede wszystkim na czym miałby polegać ten program. W początkowej fazie, kiedy nikt nie wiedział, jakie będą zasady programu, pojawiły się głosy, że chcemy wykorzystywać psy. Twierdzono, że osoby, które adoptują psy, robią to pod kamerę i nawet jak będą mieszkać z nimi w domu to będą później oddawane. Jest to absolutnie nieprawda. Psy są przygarniane na stałe. Ja ze swej strony chcę uświadamiać ludziom, że świadoma adopcja psa ze schroniska jest czymś, co daje ogromne szczęście, radość i satysfakcję i że ten pies do końca życia jest wdzięczny człowiekowi, że zmienił jego los. Sama mam zresztą psa z adopcji. Chciałabym, żeby po takim programie ludzie zaczęli się otwierać i świadomie adoptowali zwierzęta.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz

reklama